Dziś liturgiczne wspomnienie św. Jana Pawła II

Co wiemy o papieżu Polaku?

Karol Józef Wojtyła urodził się 18 maja 1920 roku. w Wadowicach, jako drugi syn Emilii i Karola Wojtyłów. Gdy Karol miał niespełna 9 lat zmarła jego matka, a trzy lata później, w 1932 r., w wieku 26 lat, zmarł na szkarlatynę brat Edmund.

Po ukończeniu gimnazjum Karol Wojtyła wybrał studia polonistyczne na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego i wraz ojcem przeniósł się do Krakowa. W czasie wojny, w 1941 roku, zmarł jego ojciec, a Karol Wojtyła podjął pracę w zakładach chemicznych Solvay.

W 1942 roku wstąpił do tajnego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Krakowie. Święcenia kapłańskie otrzymał 1 listopada 1946 roku, po czym udał się na studia do Rzymu. Po ich ukończeniu pracował w parafii Niegowić, a następnie w parafii św. Floriana w Krakowie. Od roku 1956 Karol Wojtyła wykładał etykę na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. W dwa lata później został mianowany biskupem pomocniczym Krakowa, zaś 30 grudnia 1963 roku arcybiskupem metropolitą krakowskim.

W czasie konklawe po śmierci Jana Pawła I-go 16 października 1978 roku został wybrany papieżem, przyjmując imię Jan Paweł II.

Jan Paweł II zmarł 2 kwietnia 2005 roku. Już 13 maja, jego następca Benedykt XVI zezwolił na natychmiastowe rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego. Prace zakończył 14 stycznia 2011 roku dekret o cudzie podpisany przez Benedykta XVI.

Beatyfikacja Jana Pawła II odbyła się 1 maja 2011 roku na Placu św. Piotra. Natomiast kanonizacji Karola Wojtyły dokonał papież Franciszek, 27 kwietnia 2014 roku.

Liturgiczne wspomnienie świętego Jana Pawła II przypada w rocznicę uroczystej inauguracji pontyfikatu papieża-Polaka.

Dzień, który nas zmienił

Wybór kard. Karola Wojtyły na papieża wspomina kard. Stanisław Dziwisz.

Andrzej Grajewski: W jakich okolicznościach 29 września 1978 r. kard. Karol Wojtyła dowiedział się o śmierci Jana Pawła I?

Kard. Stanisław Dziwisz: Jedliśmy akurat śniadanie na Franciszkańskiej. Przy stole siedzieliśmy we trzech: kard. Wojtyła, rektor seminarium krakowskiego ks. Franciszek Macharski i ja. Wieść o śmierci papieża przyniósł kierowca. Z początku mu nie uwierzyliśmy, ale kiedy do nas dotarło, co się stało, zapadła przejmująca cisza. Kard. Wojtyła szybko dokończył śniadanie i poszedł do siebie, na górę. Tam długo się modlił.

Czy coś wskazywało, że w tym momencie mógł pomyśleć, że teraz on stanie przed nowym wyzwaniem?

Jego skupienie było uderzające. Odnosiliśmy wrażenie, że opłakuje zmarłego papieża, ale zarazem głęboko wchodzi w rzeczywistość, do której nie mieliśmy dostępu. Jakby w tej modlitwie oddawał Bogu przyszłość Kościoła i swoje w nim zadania. Oczywiście, to były tylko nasze domysły, bo on sam nigdy z nikim na ten temat nie rozmawiał.

Tego dnia Ksiądz Kardynał spotkał się z mieszkańcami osiedla Złote Łany w Bielsku-Białej, od lat starającymi się o zezwolenie na budowę kościoła. Jak przebiegało to spotkanie?

Parafia na os. Złote Łany w Białej była ostatnią, którą kard. Wojtyła wizytował przed wyjazdem na konklawe do Rzymu. Między metropolitą krakowskim a tamtejszą wspólnotą nawiązała się silna więź. Ludzie mu ufali. Złote Łany to było wielkie osiedle. Jego mieszkańcy domagali się, by powstał tam kościół. Metropolita krakowski zawsze podkreślał, że ludzie mają prawo do wyznawania swojej religii, co wiąże się również ze stworzeniem przestrzeni dla miejsca kultu i spotkania wiernych na modlitwie. Od samego początku wspierał te dążenia, a sprawę budowy kościoła na Złotych Łanach traktował jako priorytet. W zabiegach o pozwolenie władz na budowę świątyni był wielkim oparciem dla księdza, którego delegował do Białej, by zorganizował tam parafię i doprowadził do wybudowania kościoła. To nie było łatwe zadanie, bo ówczesne władze mnożyły przeszkody.

Kardynał Wojtyła planował dalsze działania duszpasterskie, które chciał realizować po powrocie z konklawe do Krakowa?

Przede wszystkim wciąż trwał Synod Archidiecezji Krakowskiej. Kard. Wojtyła pragnął, by jego uroczyste zakończenie odbyło się w związku z jubileuszem 900. rocznicy śmierci św. Stanisława Biskupa, który przypadał w maju 1979 roku. Przygotował i podpisał listy do wszystkich kardynałów z zaproszeniem do Krakowa. Te listy kardynałowie otrzymali od niego jeszcze przed wejściem na konklawe. Jak wiemy, Opatrzność inaczej pokierowała planami arcybiskupa krakowskiego, ale wielu kardynałów wzięło udział w pierwszej pielgrzymce Jana Pawła II do Polski, traktując to jako odpowiedź na jego zaproszenie.

Papież miał bardzo nowoczesną wizję duszpasterstwa posoborowego w Kościele. Był człowiekiem Soboru Watykańskiego II. Jego myślenie o diecezji było przesiąknięte duchem soborowym. Trzeba tu wyraźnie podkreślić jego wielką otwartość na ludzi świeckich. Kard. Wojtyła realizował synod poprzez zespoły ludzi świeckich, które powstały w wielu miejscach archidiecezji krakowskiej. To było wielkie studium dokumentów soborowych i ich aplikacja do rzeczywistości, w jakiej żyła wówczas archidiecezja, w łączności z biskupem i kapłanami. Do dziś Kościół krakowski żyje owocami tego synodu. Przykładem jest choćby Hospicjum św. Łazarza w Nowej Hucie, którego idea zrodziła się w tamtejszym zespole synodalnym. W zespół synodalny przerodziło się także „Środowisko”.

Jak wyglądał pobyt kard. Wojtyły w Watykanie przed konklawe? Gdzie mieszkał, z kim się spotykał?

Mieszkaliśmy w Kolegium Polskim na Piazza Remuria. W Rzymie pożegnaliśmy dobrego papieża, papieża uśmiechu, Jana Pawła I. Kard. Wojtyła skupiał się na przygotowaniu do konklawe. Zanim zamknęły się za nim drzwi Kaplicy Sykstyńskiej, odwiedził jeszcze w Poliklinice Gemelli ciężko chorego przyjaciela, bp. Andrzeja Deskura, który dzień wcześniej doznał wylewu. W dniu rozpoczęcia konklawe uczestniczyliśmy jeszcze w Kolegium Polskim w Mszy św., która była sprawowana w intencji wyboru nowego papieża.

Medialnymi faworytami konklawe wydawali się włoscy kardynałowie; czy było jakieś zainteresowanie osobą metropolity krakowskiego?

Media światowe interesowały się osobą kard. Wojtyły dużo wcześniej, bo dał się poznać w czasie Soboru Watykańskiego II jako biskup o ogromnej erudycji i głębokiej duchowości, a jednocześnie otwarty na świat i myślący o Kościele w sposób niezwykle nowoczesny. Jako filozof, myśliciel zapraszany był na rozliczne konferencje międzynarodowe. Opinia publiczna na świecie zauważyła krakowskiego metropolitę, który mimo stosunkowo młodego wieku był doświadczonym, a nawet wybitnym duszpasterzem. O tym, że jego kandydatura była poważnie rozważana przez dziennikarzy, świadczy fakt, że watykański dziennik „L’Osservatore Romano” przygotował wcześniej dossier na jego temat. I rzeczywiście, zaraz po ogłoszeniu nowego papieża, ukazał się numer dziennika jemu poświęcony.

W jakich okolicznościach Ksiądz Kardynał dowiedział się o wyborze Jana Pawła II? Czy pojawiła się wtedy myśl, że ten wybór oznaczać będzie zmianę także dla Księdza Kardynała?

Na decyzję konklawe czekałem – jak wszyscy w Rzymie – na placu św. Piotra. Stałem wśród tłumu ludzi, wypatrując białego dymu nad dachem Kaplicy Sykstyńskiej. Kiedy się pojawił, zadrżałem. Intuicja była przemożna i potwierdziła się, gdy z balkonu bazyliki św. Piotra padło imię „Carolum”. Czy myślałem wówczas o sobie? Nie miałem do tego głowy! Ogarnęła mnie radość, której do dziś nie umiem nazwać właściwymi słowami. Była to jednak radość zaprawiona świadomością, że przed nowym papieżem stoi wiele odpowiedzialnych zadań i trudnych wyzwań. Kościół i świat był w takim momencie dziejów, że potrzeba mądrego przewodnika, z jasną, odważną wizją, stawała się coraz bardziej nagląca. Wiedziałem, że zmieni się wszystko, ale nie zaprzątałem sobie głowy myśleniem, co to oznacza dla mnie. Byłem wzruszony, bo wybór papieża z dalekiego kraju oznaczał nową nadzieję także dla mojej ojczyzny.

Jakie było pierwsze spotkanie Księdza Kardynała z Ojcem Świętym?

Do Ojca Świętego przyprowadzono mnie po ogłoszeniu wyboru, ale jeszcze przed zakończeniem konklawe. Papież chciał mnie zobaczyć, więc odszukano mnie w wiwatującym tłumie ludzi i zaprowadzono do Kaplicy Sykstyńskiej. Właśnie trwała kolacja. Jan Paweł II wstał, przywitał mnie serdecznie i powiedział: „Ale dali szkołę!”.

Jak na wybór zareagował prymas Polski kard. Stefan Wyszyński?

Prymas Polski nie krył się z przekonaniem, że dla Kościoła nie przyszedł jeszcze czas na papieża nie-Włocha. Kiedy jednak zobaczył, że Duch Święty głosami kardynałów wskazuje na metropolitę krakowskiego, poparł go z całego serca. Stanął przy nim jak ojciec. Co więcej, kategorycznie oświadczył kard. Wojtyle, że musi przyjąć ten wybór. To on również zaproponował imię dla nowego papieża: Jan Paweł II.

Co z dnia wyboru Jana Pawła II szczególnie utkwiło w pamięci Księdza Kardynała?

Kontrast między rozradowanym, wiwatującym tłumem, tym powszechnym wybuchem entuzjazmu, a spokojem Jana Pawła II. To było naprawdę uderzające. Papież podszedł do tych wydarzeń jak do kolejnego zadania, które trzeba wypełnić. Po prostu od razu, jeszcze tego samego dnia, zabrał się do pracy. Była w nim siła ducha, którą najpewniej czerpał z modlitwy i zawierzenia Bożej Opatrzności.

Jak wybór Jana Pawła II zmienił Kościół i świat?

Takie pytanie wymaga wielkiego studium i nie da się na nie odpowiedzieć w kilku zdaniach. Wiemy dobrze, że po wyborze Jana Pawła II nastąpiły ogromne zmiany społeczne i polityczne, choć Ojciec Święty nigdy nie myślał o sobie jako o polityku. Był przywódcą duchowym, pasterzem Kościoła i świata. Jego siłą były argumenty wynikające z głębokich przemyśleń i zjednoczenia z Chrystusem. Zmieniał świat siłą swojej wiary, modlitwy i głoszonego słowa. Runęła żelazna kurtyna, klęskę poniosła ideologia marksistowska, bo komunizm upadł nie tylko w krajach Europy Wschodniej, ale na całym świecie. Papież przecież pokazał w Ameryce Łacińskiej, że marksizm nie jest drogą wyzwolenia z nędzy; że w tym wypadku lekarstwo jest groźniejsze od choroby.

Wiele zmieniło się również w życiu Kościoła. Wystarczy sięgnąć po dokumenty papieskie. „Wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy” – pisał w encyklice „Fides et ratio” i jest to syntetyczne streszczenie jego poglądów na dialog Kościoła ze światem kultury i nauki, z myślą współczesną. Kościół stał się bliższy światu, a świat Kościołowi.•

kard. Stanisław Dziwisz

W latach 1967–1978 kapelan kard. Karola Wojtyły, później osobisty sekretarz Jana Pawła II. od 2005 do 2017 metropolita krakowski.

Artykuł pochodzi z portalu gosc.pl (info admin)

1978: Tak wyglądał świat i Kościół w przeddzień wyboru Karola Wojtyły

REKLAMA

16 października 1978 r., po raz drugi w ciągu dwóch miesięcy, nad Kaplicą Sykstyńską ukazał się biały dym, tym razem, jak się okazało, zwiastujący wybór papieża „z dalekiego kraju”. Świat w tamtym momencie wręcz oczekiwał jakiegoś przełomu – z wielu powodów.

W chwili wyboru krakowskiego kardynała Karola Wojtyły na tron biskupa Rzymu świat wciąż był przedzielony żelazną kurtyną. Od ponad trzech dekad stosunki międzynarodowe były zdominowane przez głęboki konflikt między państwami kapitalistycznymi pod przywództwem USA a blokiem komunistycznym, w którym główną rolę odgrywał Związek Sowiecki. Imperium sowieckie i jego wpływy wydawały się silniejsze niż kiedykolwiek. Kreml wspierał „ruchy rewolucyjne” w krajach trzeciego świata i zdobywał kolejne istotne przyczółki w najodleglejszych regionach Afryki, Azji i Ameryki Południowej. Dominacja imperium w Europie Środkowej nie podlegała jakiejkolwiek dyskusji.

O potędze komunizmu świadczyła również polityka państw zachodnich, które zdając sobie sprawę z własnej słabości, dążyły do obniżenia napięcia w relacjach z ZSRS. Ponadto Zachód przeżywał potężne kłopoty gospodarcze, będące pokłosiem kryzysu naftowego. Przez niektóre kraje Europy, głównie Włochy i Niemcy, przepływała też fala lewicowego terroryzmu.

Szczytowym momentem polityki odprężenia była zakończona trzy lata wcześniej Konferencja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, której obrady w Helsinkach wydawały się potwierdzeniem pojałtańskiego ładu na Starym Kontynencie. Kraje komunistyczne zdecydowały się wówczas na formalne uznanie podstawowych praw człowieka i swobód obywatelskich. Wykonanie ustaleń helsińskich było jednak bardzo wątpliwe. Kilkanaście lat później, w 1991 r., gdy imperium sowieckie ostatecznie przechodziło do historii, sam papież stwierdził: „Ja tego nie spowodowałem. To drzewo było już spróchniałe. Ja tylko mocno nim zatrząsłem”.

Rzeczywiście w 1978 r. na wizerunku bloku komunistycznego pojawiało się coraz więcej rys. Kierownictwo ZSRS wyśmiewano jako geriatryczne. Schorowany i niedołężny Leonid Breżniew wydawał się coraz słabiej kontrolować funkcjonowanie skostniałego systemu. Gospodarka ZSRS i innych krajów komunistycznych popadała w stagnację. Sowieci przegrywali także nabierający tempa wyścig technologiczny. Niespodziewanym efektem odprężenia i ustaleń KBWE w Helsinkach było powstawanie działających jawnie grup dysydenckich i niezależnego, podziemnego ruchu wydawniczego. Szczególnie aktywni byli w tym Polacy, Czesi i Słowacy. Także w ZSRS działały niewielkie grupy działaczy na rzecz przestrzegania praw człowieka i praw narodów zamieszkujących ten kraj. Dysydenci nie byli jednak zagrożeniem dla funkcjonowania systemu komunistycznego i spoistości imperium sowieckiego. Ich aktywność była zaledwie zapowiedzią rozwoju opozycji antykomunistycznej w kolejnej dekadzie.

Wielkim wyzwaniem stojącym przed Kościołem była sytuacja katolików w państwach komunistycznych. Aż do końca lat pięćdziesiątych Kościół prowadził bezkompromisową walkę z totalitaryzmem komunistycznym. W czasie pontyfikatu Jana XXIII można było zaobserwować pierwsze przejawy prób nawiązywania dialogu, który mógłby zapewnić ograniczoną wolność katolikom w krajach bloku wschodniego.

W październiku 1965 r. papież Paweł VI spotkał się w siedzibie ONZ z przedstawicielem Kremla Andriejem Gromyką. W kolejnych latach Watykan nawiązał porozumienie z innymi krajami komunistycznymi, m.in. Czechosłowacją i Węgrami. Marzeniem Pawła VI była pielgrzymka do Polski, która miała uświetnić obchody milenium chrztu. Na przybycie papieża nie zgodzili się polscy komuniści.

Sytuacja w stosunkach Watykanu z Warszawą zaczęła się zmieniać dopiero pod koniec pontyfikatu Pawła VI, gdy oba państwa nawiązały bliższe relacje. Mimo to wielu hierarchów wciąż krytycznie spoglądało na dyskusje z „bezbożnym komunizmem”. Ich zdaniem nawiązywanie porozumień z krajami komunistycznymi oznaczało faktyczne zaakceptowanie trwania tych systemów. Bezkompromisową postawę Watykan przyjmował natomiast w stosunku do Chińskiej Republiki Ludowej, której władze całkowicie uzależniły miejscowy Kościół i brutalnie prześladowały tych, którzy pozostali wierni papiestwu.

W Afryce nadzieje związane z dekolonizacją były już tylko odległym wspomnieniem. Wiele krajów było pogrążonych w biedzie i krwawych konfliktach wewnętrznych. Jednocześnie w krajach czarnej Afryki dynamicznie rosła liczba katolików. Zwiększało się znaczenie tamtejszych hierarchów. Dowodem przesuwania się „punktu ciężkości Kościoła” z Europy na południe była pierwsza w historii pielgrzymka papieża do Afryki w 1969 r. W Ameryce Południowej z kolei wielu katolików przeżywało fascynację lewicową i nieakceptowaną przez Kościół teologią wyzwolenia. Połączenie walczącego marksizmu i Ewangelii było przez niektórych postrzegane jako jedna z dróg odnowy Kościoła w ubogich krajach.

Najludniejszy kraj świata – wspomniane już Chiny – powoli wychodziły z najgorszego okresu totalitarnych rządów Mao Zedonga i jego zwolenników. Pod koniec lat siedemdziesiątych Chiny bardzo ostrożnie otwierały się na świat i rozpoczynały „eksperymenty” z mechanizmami gospodarki rynkowej. Również inne części Azji zmagały się z wielkimi problemami, głównie ubóstwem i rządami totalitarnymi. Ostatnie miesiące koszmaru rządów Czerwonych Khmerów przeżywała Kambodża.

Oazą rozwoju była niezwykle nowoczesna gospodarka Japonii oraz inne mniejsze kraje Azji Południowo-Wschodniej. Na Bliskim Wschodzie zaś wciąż tlił się konflikt arabsko-żydowski, ale sytuacja tam była dużo stabilniejsza niż kilka lat wcześniej. Kraje arabskie korzystały z wysokich cen ropy. Nic nie zwiastowało obalenia władcy Persji i powstania Islamskiej Republiki Iranu.

Kościołowi katolickiemu już od piętnastu lat przewodził Paweł VI. Zamyślony i rzadko uśmiechający się duchowny miał nadzieję, że zakończony przez niego II Sobór Watykański (1965) przyniesie odrodzenie katolicyzmu. „Wiosna Kościoła”, której pragnął, nie nadeszła. Procesy laicyzacyjne w Europie przyspieszyły po młodzieżowej rewolcie roku 1968. Mimo głębokich reform Kościół był krytykowany za zbytni konserwatyzm. Szczególnym polem konfliktu było zagadnienie etyki życia seksualnego. Sam Paweł VI mimo wielu gestów otwarcia na świat, takich jak pierwsze w dziejach nowożytnego papiestwa pielgrzymki, wydawał się osamotniony i niezrozumiany.

Wiele bólu zadawały mu wydarzenia w jego ojczyźnie. Szalejący w tym kraju lewicowy terroryzm Czerwonych Brygad przyniósł śmierć setek osób. Szczytowy moment terroru nastąpił 16 marca 1978 r. Komando Czerwonych Brygad zatrzymało samochód, którym dwukrotny premier Włoch Aldo Moro z Partii Chrześcijańsko-Demokratycznej udawał się do parlamentu. Polityk został uprowadzony, pięciu członków jego eskorty zamordowano. Moro był więziony, a po 55 dniach jego ciało znaleziono w bagażniku auta zaparkowanego na jednej ze śródmiejskich ulic Rzymu. Paweł VI był wieloletnim przyjacielem wybitnego polityka. Papież zaangażował się w wysiłki na rzecz jego uwolnienia. W zamian za uwolnienie włoscy biskupi chcieli nawet zostać zakładnikami Czerwonych Brygad. Załamany Paweł VI spędzał lato w rezydencji Castel Gandolfo. Tam jego stan zdrowia gwałtownie się pogorszył. Zmarł 6 sierpnia.

Dwadzieścia dni później po jednodniowym konklawe nową głową Kościoła katolickiego został patriarcha Wenecji kard. Albino Luciani. Przyjął imiona obu soborowych poprzedników – Jana XXIII i Pawła VI. Jako patriarcha Wenecji i biskup Rzymu był znany z otwartości i wielkiej skromności. Niemal natychmiast zyskał medialny przydomek „uśmiechniętego papieża”. Był pierwszym zwierzchnikiem Kościoła, który zrezygnował z koronacji tiarą. 5 września udzielił audiencji metropolicie leningradzkiemu i nowogrodzkiemu Nikodemowi. Było to pierwsze w historii spotkanie wysokiego rangą przedstawiciela Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej ze zwierzchnikiem Kościoła. Podczas rozmowy Nikodem doznał zawału serca i zmarł podtrzymywany przez Jana Pawła, który w ostatnich sekundach jego życia udzielił mu rozgrzeszenia.

Jan Paweł I umarł trzy tygodnie po tym wydarzeniu – 28 września 1978 r., po 33 dniach pontyfikatu. Szokująca śmierć stosunkowo młodego papieża ponownie ożywiła dyskusję o kierunku, w jakim powinien podążać Kościół. Wierni zastanawiali się nad sensem tak krótkiego pontyfikatu. Tuż po śmierci Ojca Świętego w homilii podczas mszy w katedrze na Wawelu kard. Karol Wojtyła podkreślił, że czas wyjaśni zamierzenia Opatrzności.

Gdy umierał Jan Paweł I, arcybiskup krakowski był jeszcze pod wrażeniem historycznej wizyty polskich biskupów w RFN. W dniach 19-25 września 1978 r. delegacja polskiego episkopatu spotkała się z episkopatem niemieckim. Podróż była dopełnieniem wymiany listów w 1965 r., która otwierała drogę do stopniowego pojednania. Podczas homilii w katedrze w Fuldzie przyszły papież podkreślił, że wizyta polskich biskupów wniesie istotny wkład w „zabliźnienie ran dawniejszych i tych niedawnych”. Podróż kard. Wojtyły do Niemiec była jego ostatnią przed wyjazdem na drugie konklawe.

W ciągu wcześniejszych jedenastu lat piastowania godności kardynalskiej Wojtyła wyjeżdżał m.in. na kongres eucharystyczny w Filadelfii oraz kilkunastokrotnie do Watykanu. Najważniejsza jego wizyta w okresie pontyfikatu Pawła VI odbyła się w Wielkim Poście roku 1976. Wojtyła wygłosił wówczas rekolekcje. Rozważanie polskiego kardynała przed papieżem i Kurią Rzymską są do dziś uznawane za swego rodzaju program działań Kościoła na ostatni okres przed nadejściem kolejnego tysiąclecia. Wrażenie, które wywarł Wojtyła podczas przemówień w USA, we Francji, w Belgii, w Australii i Niemczech oraz wcześniejsza praca podczas soboru i rekolekcje z 1976 r. otworzyły mu drogę do tronu Piotrowego.

Dla zrozumienia października 1978 r. warto się cofnąć do pierwszego konklawe. Mimo tajemnicy, jakimi otoczone są wydarzenia w Kaplicy Sykstyńskiej, możliwe jest zrekonstruowanie podziału głosów, który doprowadził do wyboru Jana Pawła I. Bez wątpienia Luciani nie był zdecydowanym faworytem konklawe, ale kandydatem możliwym do zaakceptowania zarówno przez zwolenników reform soborowych, jak i większość konserwatystów. Kardynał z Wenecji został wybrany w czwartym głosowaniu niemal stu głosami na 111 kardynałów.

W kontekście konklawe z października istotne były trzy wcześniejsze głosowania. Znaczące poparcie uzyskiwał w nich konserwatywny kardynał Giuseppe Siri z Genui. Jego głównym kontrkandydatem był umiarkowany Giovanni Benelli. Luciani został wybrany, aby przełamać klincz, w jakim znalazło się konklawe.

Prawdopodobnie w części głosowań co najmniej kilkanaście głosów otrzymywał kardynał z Krakowa. Było to bez wątpienia największe poparcie otrzymane przez polskiego hierarchę w historii wszystkich konklawe. W 1958 r. w pierwszym głosowaniu niewielkie poparcie otrzymał kard. Stefan Wyszyński, ale był to raczej wyraz szacunku za jego postawę wobec reżimu komunistycznego. Waga kilkunastu głosów, które padły na Wojtyłę, była tym większa, że głosowali na niego znani hierarchowie, pochodzący m.in. z Niemiec i Austrii. Już jako papież wyznał jednemu z biografów, że głosy z sierpnia 1978 r. wywołały w nim „straszne poruszenie”.

Kolejne konklawe rozpoczęło się 14 października 1978 r. Znów brało w nim udział 111 kandydatów, ponieważ przybył na nie kardynał, któremu w sierpniu nie pozwolił na to stan zdrowia. Wymienianymi w mediach papabile byli ponownie Siri oraz Benelli. Amerykański tygodnik „Time” wskazał, że istnieje niewielka możliwość wyboru kandydata spoza Włoch, a nawet innego kontynentu. Wśród nazwisk kardynałów z Belgii, Holandii, Argentyny i Ghany pojawiło się nazwisko z Krakowa. Nastroje wśród uczestników były jednak inne niż wśród dziennikarzy. Śmierć Jana Pawła I została przez wielu duchownych odczytana jako znak, że należy dokonać wyjątkowego wyboru. Sprzyjać temu mógł też skład kolegium kardynalskiego, w którym coraz mniej było Włochów.

Głosowania z 15 października przyniosły klincz pomiędzy kandydaturami Siriego i Benellego. Wieczorem ten pierwszy z nich był jednak bardzo bliski bycia wybranym. Otrzymał ok. 70 głosów – do elekcji zabrakło poparcia kilku kardynałów. Pozostali twardo obstawali przy swoich zapatrywaniach. Arcybiskup Wiednia Franz K”nig wspominał wieczór tamtego dnia: „Spożywaliśmy razem wieczerzę, ale rozmów było mało. Milcząc, odbyliśmy spacer w chłodnym wieczornym powiewie na dziedzińcu św. Damazego. W duchu wyczuwało się dziwne napięcie. Do dziś nie znajduję żadnego ludzkiego wyjaśnienia dla wyboru dokonanego dzień później”. Jan Paweł II zaś potem wspominał: „Na początku drugiego dnia wszystko było już jasne: czułem działanie Ducha Świętego wśród kardynałów i przeczuwałem rezultat”.

„Jeśli wybiorą ciebie, proszę, nie odmawiaj” – powiedział prymas Wyszyński. Do cytowanej później przez Jana Pawła II wymiany zdań doszło przed południem 16 października. Zgodnie z innymi relacjami anonimowych kardynałów mniej więcej w tym samym czasie zwolennicy Polaka przekonali zdecydowaną większość kolegium. Kard. Wojtyła w siódmym głosowaniu otrzymał 73 głosy, Benelli: 38. Oznaczało to, że Siri stracił niemal wszystkich zwolenników, którzy przeszli na stronę popierających arcybiskupa Krakowa. O zwycięstwie Wojtyły zdecydowało poparcie kardynałów niemieckich oraz amerykańskich, którzy wpłynęli na postawę innych. W ostatnim głosowaniu zdobył prawie sto głosów.

Po raz pierwszy od 1522 r. na papieża wybrano duchownego spoza Włoch. Co równie zaskakujące, po raz pierwszy od 1903 r. na głowę Kościoła wybrano kardynała niemającego jakichkolwiek doświadczeń pracy w Kurii Rzymskiej. Wszyscy papieże od czasu Benedykta XV pełnili urzędy kurialne lub służyli w dyplomacji.

O godz. 17.15 kardynał kamerling spytał, czy wybrany przyjmuje decyzję zgromadzenia. „W posłuszeństwie wiary wobec Chrystusa, mojego Pana, zawierzając Matce Chrystusa i Kościoła – świadom wielkich trudności – przyjmuję” – odpowiedział Karol Wojtyła. „Wielkie trudności” można odczytywać jako nawiązanie do pontyfikatu Jana Pawła I, który w opinii kardynałów został przygnieciony ciężarem swego urzędu. Do „uśmiechniętego papieża” i dziedzictwa soboru nawiązywał również wybór imion Wojtyły.

Pierwsze wystąpienia nowego papieża są uważane za kluczowe dla zrozumienia całego rozpoczynającego się wówczas pontyfikatu. 22 października 1978 r., podczas mszy inauguracyjnej na pl. św. Piotra, Jan Paweł II mówił: „Nie lękajcie się. Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi! Otwórzcie drzwi jego zbawczej władzy, otwórzcie jej granice państw oraz systemy ekonomiczne i polityczne, szerokie obszary kultury, cywilizacji i rozwoju. Nie lękajcie się!”.

Kolejne lata pontyfikatu były rzeczywiście otwarciem Kościoła na wszystkie kontynenty i najdalsze zakątki świata. Słowa te już 22 października 1978 r. trafiły do Polski. Msza inauguracyjna była pierwszym tego rodzaju wydarzeniem religijnym transmitowanym przez programowo ateistyczną polską telewizję. Dla władz komunistycznych „otwarcie systemów politycznych na Chrystusa” mogło być odczytane jako ideowe wyzwanie, próba przełamania ich trwającego od ponad trzech dekad dążenia do marginalizacji polskiego Kościoła.

Również kierownictwo ZSRS zdawało sobie sprawę z potencjalnych konsekwencji wyboru papieża z kraju „realnego socjalizmu”. Sowiecki wywiad opracowywał raporty na temat powodów zaskakującego rezultatu konklawe. Zgodnie z paranoiczną mentalnością funkcjonariuszy sowieckiego wywiadu wynik głosowania miał być efektem potężnego spisku. Jego twórcami mieli być: Zbigniew Brzeziński, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego prezydenta USA Jimmy’ego Cartera, i John Król, kardynał z Filadelfii. Celem spiskowców miało być uderzenie w stabilność bloku komunistycznego. Bez wątpienia KGB miał rację, że skutki tego wydarzenia mogą być bardzo poważne.

W nieco późniejszej analizie sporządzonej przez ekspertów Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego zwracano uwagę, że orężem nowego papieża „wymierzonym” w komunizm może być „wroga kampania” na rzecz przestrzegania praw człowieka. Kremlowscy analitycy idąc tropem wspomnianej wyżej teorii spiskowej, uważali, że sojusznikiem głowy Kościoła będzie Jimmy Carter, który podkreślał wagę przestrzegania tego rodzaju praw podstawowych. Ostatecznie tym sojusznikiem okazał się dopiero następca Cartera.

Szczególny niepokój Kremla wzbudzało przekonanie, że najbardziej niebezpiecznym z postulatów głoszonych przez papieża będzie hasło zapewnienia wolności religijnej. Obawy te potwierdziła pierwsza encyklika Jana Pawła II. Wydana w marcu 1979 r. „Redemptor hominis” stwierdzała, że godności człowieka, jego obiektywnym uprawnieniom, sprzeciwia się ograniczenie wolności religijnej, jej naruszenie. Ojciec Święty pisał w niej także, iż w wielu krajach wierzący są traktowani jak „obywatele gorszej kategorii”.

Polityka Stolicy Apostolskiej prowadzona przez kolejne lata pontyfikatu Wojtyły bardzo skutecznie wytrącała argumenty intelektualistom, którzy twierdzili, że obrońcą praw człowieka mogą być tylko reżimy odwołujące się do idei lewicowych. Zaledwie dwa lata po wyborze wielkim sojusznikiem głowy Kościoła w trosce o prawa człowieka w krajach komunistycznych stał się nowy konserwatywny prezydent Stanów Zjednoczonych Ronald Reagan. Latem 1979 r., podczas wczesnej fazy kampanii prawyborczej w Partii Republikańskiej, ten były gwiazdor westernów śledził spektakularną wizytę Jana Pawła II w Polsce i był pod wrażeniem jego charyzmy. Niemal w tym samym czasie, w maju 1979 r., do władzy w pogrążonej w kryzysie Wielkiej Brytanii doszła Partia Konserwatywna pod przewodnictwem Margaret Thatcher. Troje wielkich przywódców ówczesnego świata – papież, prezydent i premier – uważało komunizm za jedno z największych zagrożeń dla wolności ludzi i narodów.

Aspekt troski o prawa człowieka i wolności religijnej pojawił się już podczas pierwszej zagranicznej pielgrzymki. 25 stycznia 1979 r. Ojciec Święty wyruszył do Meksyku. Było to pierwsze zetknięcie nowego papieża z krajem rządzonym przez reżim otwarcie antyklerykalny. Rządząca tam nieprzerwanie od końca lat dwudziestych Partia Rewolucyjno-Instytucjonalna ograniczała swobodę życia duchowego, m.in. nie zgadzając się na publiczne obrzędy, a nawet publiczne noszenie sutann przez księży. Jan Paweł II witany był przez władze Meksyku jako „osoba prywatna”. Mimo długiej kampanii propagandowej zniechęcającej do brania udziału w podróży apostolskiej witało go ok. 15 mln Meksykanów. W swoich wystąpieniach biskup Rzymu zasygnalizował kolejny istotny element pontyfikatu. „Obecny papież solidaryzuje się z waszą sprawą, ze sprawą ludu uniżonego, ludzi ubogich. Papież jest po stronie tych mas ludności, prawie zawsze skazanych na niski poziom życia i często surowo traktowanych i wykorzystywanych” – podkreślił w przemówieniu skierowanym do Indian i robotników. Pierwsza pielgrzymka była też sygnałem, że przesuwanie „punktu ciężkości” Kościoła na ubogie południe będzie się dokonywało również podczas pontyfikatu Jana Pawła II.

Tę cechę polityki watykańskiej już w listopadzie 1978 r. dostrzegły sowieckie służby specjalne. Fragmenty ich raportu z tego okresu świadczą o wyrażanej w Moskwie obawie przed utratą wpływów w krajach komunistycznych i wielu regionach trzeciego świata, który do tamtej pory był bardzo podatny na sowiecką agitację. Komunistyczna bezpieka stwierdzała, że nowy papież będzie „mniej podatny [niż Paweł VI – przyp. red.] na kompromisy ze rządami krajów socjalistycznych”. Zwracano uwagę, że będzie jeszcze wyraźniej niż jego dwaj poprzednicy umacniał „uniwersalizację Kościoła; to jest jego działalność we wszystkich systemach socjopolitycznych, przede wszystkim w systemie socjalistycznym”.

Wydaje się, że nie wszyscy przedstawiciele komunistycznej dyktatury doceniali skalę zagrożenia stwarzanego przez zdecydowaną politykę Jana Pawła II. Pod koniec 1978 r. Leonid Breżniew w rozmowie z I sekretarzem KC PZPR Edwardem Gierkiem stwierdził, że PRL nie powinna wpuszczać do kraju papieża Polaka. „Gomułka był lepszym komunistą, bo nie pozwolił Pawłowi VI na przyjazd do Polski i nie stało się nic strasznego” – orzekł z irytacją przywódca ZSRS. Nadchodzący rok 1979 i spektakularna pielgrzymka do Polski potwierdziły obawy sowieckich analityków. Kilka lat później w opozycji do prognoz komunistycznej bezpieki i obaw przywódców komunizmu antysowiecki pisarz Aleksander Sołżenicyn na emigracji w USA powiedział z entuzjazmem: „Wybór Wojtyły to jedyna dobra rzecz, jaka przydarzyła się ludzkości XX wieku!”.

Cytaty ze źródeł na podstawie: – encyklika Jana Pawła II „Redemptor hominis” – Jacek Moskwa „Jan Paweł II” – Luigi Accattoli „Karol Wojtyła. Człowiek końca tysiąclecia”.

Artykuł pochodzi z portalu gosc.pl (info admin)

Papież Paweł VI i abp Oscar Romero ogłoszeni świętymi

Papież Paweł VI i męczennik z Salwadoru arcybiskup Oscar Arnulfo Romero zostali w niedzielę ogłoszeni świętymi. Na mszę w Watykanie, w trakcie której papież Franciszek kanonizował siedmioro błogosławionych, przybyły tysiące ludzi z wielu krajów.

Na mszy na placu Świętego Piotra obecnych było kilkanaście oficjalnych delegacji państwowych. Przybyli prezydenci Włoch Sergio Mattarella i Salwadoru Salvador Sanchez Ceren. Była pielgrzymki z ojczyzny abpa Romero i tysiące wiernych z okolic Brescii na włoskiej północy, czyli ze stron papieża Montiniego.

Papież Paweł VI (Giovanni Battista Montini), urodzony w 1897 roku, stał na czele Kościoła w latach 1963-78. Dokończył obrady Soboru Watykańskiego II w 1965 r.

Jednym z najważniejszych dokumentów jego pontyfikatu jest encyklika „Humanae vitae” z 1968 roku na temat obrony życia. Odbył kilka podróży zagranicznych, w tym historyczną pielgrzymkę do Ziemi Świętej w 1964 roku. Był też między innymi w Indiach, w portugalskiej Fatimie, a także w Libanie, Turcji, Ugandzie i Kolumbii, wygłosił przemówienie na forum Zgromadzenia Generalnego ONZ w Nowym Jorku.

W 1966 roku Paweł VI chciał pojechać do Częstochowy na uroczystości tysiąclecia chrztu Polski, jednak na jego wizytę nie zgodziły się władze PRL.

Kanonizowany został kilka tygodni po 40. rocznicy swojej śmierci (6 sierpnia 1978 roku w Castel Gandolfo). Proces beatyfikacyjny Pawła VI rozpoczął w 1993 roku Jan Paweł II.

W zbiorowej pamięci Włochów zapisała się też przyjaźń Pawła VI z politykiem chadecji, premierem Aldo Moro. Gdy Moro został porwany przez terrorystów z Czerwonych Brygad w 1978 roku, papież apelował o jego uwolnienie i był gotów zapłacić za niego okup.

Błogosławiony Oscar Arnulfo Romero urodził się w 1917 roku w Ciudad Barrios w górach Salwadoru. Był arcybiskupem stolicy tego kraju, San Salvadoru, obrońcą praw człowieka i ubogich. Od końca lat 70. gromadził dokumentację na temat łamania praw człowieka i zbrodni popełnionych przez prawicową juntę, rządzącą wówczas krajem. W 1979 roku zawiózł ją do Watykanu papieżowi Janowi Pawłowi II.

Hierarcha został zamordowany w San Salvadorze 24 marca 1980 roku, gdy odprawiał mszę w kaplicy. Zabił go szwadron śmierci dzień po jego apelu do wojska, aby zaprzestało strzelania do przeciwników politycznych.

W jego procesie beatyfikacyjnym, rozpoczętym w 1994 roku, pojawiły się trudności i opóźnienia, co część komentatorów interpretowała jako sprzeciw Watykanu wobec teologii wyzwolenia, z którą był utożsamiany.

Faktycznie proces został odblokowany przez papieża Franciszka. Abp Romero jako męczennik został ogłoszony błogosławionym w 2015 roku.

Pięcioro pozostałych nowych świętych to włoscy księża: opiekun ubogich i opuszczonych Francesco Spinelli (1853-1913) i Vincenzo Romano (1751-1831), kapłan potrzebujących, który niósł pomoc ludności okolic Neapolu po erupcji Wezuwiusza w 1794 r. oraz zmarły w wieku 19 lat włoski świecki, robotnik Nunzio Sulprizio(1817-1836).

Świętymi zostały też niemiecka zakonnica Maria Katarzyna Kasper (1820-98) – założycielka zgromadzenia niosącego pomoc biednym i imigrantom i zakonnica z Hiszpanii Nazaria Ignazia March Mesa (1889-1943).

artykuł pochodzi z portalu gosc.pl (informacja administratora)

Zanim ktoś tobie bliski odbierze sobie życie… 6 groźnych mitów na temat samobójstw

(Photo by Eva Blue on Unsplash)
Samobójstwa nie są łatwym tematem. Sądzę, że dzieje się tak po części dlatego, że nikt, kto nie miał w swoim życiu myśli samobójczych, nie będzie w stanie zrozumieć tego, co dzieje się w psychice osoby, która decyduje się odebrać sobie życie.

Jest to zwykle nie tylko ogrom bólu i smutku, ale także poczucie pustki i samotności – a samotność jest, moim zdaniem, jedną z najgroźniejszych i najszybciej rozprzestrzeniających się „chorób” dwudziestego pierwszego stulecia. Co więcej, osoby, które targnęły się na własne życie, budzą w nas często sprzeczne emocje – z jednej strony samobójcza śmierć bywa zaskoczeniem („jak to, taki piękny, młody i sławny po prostu się zabił?!”), powodem do wściekłości („co on zrobił rodzinie!”) ale jednocześnie może budzić fascynację, czego dowodzi chociażby obecność samobójstw w kulturze wysokiej i popularnej (zarówno Anna Karenina, jak i Hannah Baker z „13 powodów” zakończyły swoje życie właśnie w ten sposób). Sama, kiedy prowadzę szkolenia dla nauczycieli i uczniów z zakresu profilaktyki samobójstw i samookaleczeń, bywam zdumiona siłą tych sprzecznych (pozornie!) uczuć.

Niestety, samobójstwa nie są problemem marginalnym – tylko w 2017 roku w Polsce 5276 osób popełniło samobójstwo. Oznacza to, że  liczba zgonów będących wynikiem samobójstwa jest większa, niż śmierci spowodowanych wypadkami komunikacyjnymi, chorobami układu nerwowego czy oddechowego. Tym, co może pomóc obniżyć tę ponurą statystykę, jest rzetelna edukacja. Postawiłam więc dołożyć do niej swoją „cegiełkę” i odnieść się do kilku popularnych mitów na temat samobójstw.

Mit 1. Jak ktoś chce się zabić, to się wiesza albo skacze z mostu, a nie o tym gada

Powielanie takich wypowiedzi może doprowadzić do przeoczenia wysyłanych przez potencjalnego samobójcę sygnałów o chęci odebrania sobie życia. Zdecydowana większość samobójców (nawet 85 procent!) przed podjęciem próby samobójczej informuje o swoich zamiarach otoczenie.

Mit 2. Kiedy ktoś, kto miał myśli samobójcze, nagle staje się radosny i pogodny, to oznacza, że niebezpieczeństwo minęło

Absolutnie nie! W suicydologii (nauce o samobójstwach) często zwraca się uwagę na to, że u wielu osób, które odebrały sobie życie, tuż przed śmiercią występuje poprawa nastroju, większa otwartość na ludzi, a nawet pozorna wesołość. Dzieje się tak dlatego, że dana osoba jest przekonana, że wkrótce jej problemy po prostu się skończą. Nie wolno zatem po prostu przyjąć, że skoro ktoś z naszych znajomych mówił, że się zabije, ale od kilku dni przestał poruszać ten temat i się uśmiecha, to oznacza, że mu „przeszło”. Być może to ostatnia chwila na to, by udzielić mu pomocy.

Mit 3. Zwykle winę za samobójstwo ponosi odrzucona miłość

Nikt nie ponosi winy za samobójstwo danej osoby – a już na pewno nie jest to osoba, która odrzuciła jej zaloty! Oczywiście, warto je odrzucać w sposób delikatny. Jednak samobójstwo to efekt wielu czynników – wychowania, trudności w pracy, kłopotów rodzinnych, depresji, często także innych chorób albo zaburzeń osobowości. Niemal każdy z nas doświadczył nieszczęśliwej miłości – ale przecież nie każdy postanawia w związku z tym odebrać sobie życie. Aby odpowiednio radzić sobie z trudnymi sytuacjami, człowiek potrzebuje wsparcia bliskich osób oraz innych  zasobów – a te zdobywamy już w dzieciństwie. Jeśli ktoś z jakiegoś powodu ich nie posiada, to rzeczywiście zawód miłosny może być dla niego wielką tragedią – ale nigdy nie jest jedyną przyczyną. Haniebne jest więc obarczanie winą za czyjąś samobójczą śmierć byłego partnera tej osoby.

Mit 4. O samobójstwach lepiej jest nie mówić, bo ludzie stwierdzą, że jest to dobry sposób na rozwiązanie problemów

Rzeczywiście, istnieje zjawisko, które nazywa się efektem Wertera – polega on na znaczącym wzroście samobójstw, jaki często ma miejsce po samobójstwie kogoś znanego. Należy mieć świadomość, że umieszczanie w mediach opisów samobójstw może spowodować naśladownictwo. Nie oznacza to jednak, że nie powinniśmy mówić o samobójstwach w kontekście udzielania pomocy osobom zagrożonym myślami samobójczymi lub próbą samobójczą. Należy jednak zawsze koncentrować się na tym, gdzie i w jaki sposób można szukać pomocy dla siebie lub bliskiej osoby.

Mit 5. Osoby religijne się nie zabijają

Religijność jest jednym z czynników, które mogą zmniejszać ryzyko popełnienia samobójstwa. Socjologicznie tłumaczy się to tym, że religia daje poczucie sensu i umożliwia doświadczanie wspólnotowości. Nie oznacza to jednak, że osoby wierzące nie targają się na własne życie. Kościół pełni ważną rolę zarówno w prewencji, jak i postwencji zachowań samobójczych. Uwaga: choć jako katolicy wierzymy, że samobójstwo jest głęboko sprzeczne z wolą Boga, który jest jedynym Panem życia i śmierci, to straszenie osoby, która ma myśli samobójcze piekłem i karą Bożą, nie chroni przed samobójstwem. Działanie protekcyjne ma raczej uczestnictwo w grupach religijnych, które jest związane z otrzymywaniem emocjonalnego wsparcia i nawiązywaniem więzi z innymi.

Mit 6. Samobójstwom nie da się zapobiegać, bo zawsze znajdą się ludzie, którzy po prostu są słabi

Samobójcy istnieli zawsze, w każdej kulturze. Jednak nie jest prawdą, że nie można zrobić nic, by zapobiec tragedii, jaką jest śmierć samobójcza kogoś bliskiego! Przede wszystkim powinniśmy traktować poważnie osoby z depresją i takie, które zgłaszają myśli samobójcze. Zawsze sugerujmy takiej osobie psychoterapię i wizytę u psychiatry. Jeśli jest to osoba, którą widujemy od czasu do czasu, porozmawiajmy o sytuacji z kimś, kto na przykład z nią mieszka – taki człowiek nie powinien zostawać sam! Jeśli jest to uczeń, koniecznie powinniśmy zawiadomić rodziców i nie dopuścić, by uczeń sam opuścił szkołę. Można także skorzystać z bezpłatnego Telefonu Zaufania: jego numer to 116 111.

A my, ludzie wierzący, powinniśmy także pamiętać o takich osobach w modlitwie.

Tekst ukazał się na blogu katolwica.blog.deon.pl

Pamiętaj, samobójstwo nigdy nie jest wyjściem. Jeśli masz takie myśli lub nie możesz sobie poradzić z życiowymi trudnościami, a może jest w twoim otoczeniu osoba, której chcesz pomóc – skorzystaj z tych źródeł, szukając pomocy: