Litania do Najświętszego Serca Pana Jezusa

W Kościele katolickim czerwiec jest miesiącem poświęconym w szczególny sposób czci Najświętszego Serca Jezusa. Serce to centrum osoby, symbol tego, co w niej najbardziej intymne. Gdy na Krzyżu został przebity bok Jezusa, z głębi Jego ciała wypłynęły krew i woda. Dały one początek sakramentom chrztu i Eucharystii, które są fundamentem Kościoła.

Najświętsze Serce Jezusa i Jego dary czcimy nabożeństwem, które ma swoje inspiracje w objawieniach otrzymanych przez s. Małgorzatę Marię Alacoque. Chrystus powiedział do niej między innymi: „Oto Serce, które tak bardzo umiłowało ludzi, że niczego nie szczędziło aż do wyczerpania i wyniszczenia się, by im dać dowody swojej miłości”.

Serce Jezusa można czcić na różne sposoby. W Modlitwie w drodze zapraszamy do modlitwy śpiewaną litanią zaaranżowaną przez Dominika Dubiela SJ we współpracy ze znajomymi muzykami

Litania do Najświętszego Serca Pana Jezusa
MODLITWAWDRODZEPL
Fortepian: Kasia Pietrzko
Śpiew: Wiktor Lorens, Mariusz Kramarz, Maciej Wesołowski, Wojciech Morański SJ, Dominik Dubiel SJ
Reżyseria nagrania/miks/mastering: Kamil Madoń
Koncept: Maciej Wesołowski/Dominik Dubiel SJ
Produkcja muzyczna: Dominik Dubiel SJ
Nagrania dokonano w studiu Akademii Muzycznej w Krakowie
Wideo: Mikołaj Cempla
Produkcja: Modlitwa w drodze

artykuł pochodzi z portalu gosc.pl (info admin)

Piękne świadectwo wiary trenera Liverpoolu: Jestem chrześcijaninem i wierzę w Boga. Najważniejszą osobą w historii jest Jezus

Jurgen Klopp / autor: PAP/EPA/Kiko Huesca

wPolityce.pl

Jurgen Klopp / autor: PAP/EPA/Kiko Huesca

Św. Rita: Beznadziejne sytuacje w życiu patronki od spraw beznadziejnych

Trzeba przyznać, że nie miała łatwego życia. Być może dlatego tak doskonale rozumie tych, którzy przychodzą do niej ze swoimi problemami. Dziś  – 22 maja – wspomnienie św. Rity.

 

Dziś jest jedna z najpopularniejszych świętych. Ma czcicieli na całym świecie, powszechnie jest znana jako specjalistka od spraw beznadziejnych. Wierni modlą się za jej wstawiennictwem we wszystkich chyba możliwych intencjach. Można by pomyśleć, że jej życie było usłanym różami pasmem sukcesów, skoro tak doskonale radzi sobie ze skomplikowanymi intencjami, które składają przed nią wierzący. Ale nic z tych rzeczy. Zanim Rita została świętą, nabrała sporego doświadczenia w przechodzeniu przez sprawy pozornie bez wyjścia. Poznaj beznadziejne przypadki z życia świętej Rity z Cascii.

Beznadziejny przypadek pierwszy: awanturnik zamiast zakonu

Rita urodziła się w 1380 r. Już od dzieciństwa miała w sobie pragnienie życia zakonnego. Jednak rodzice, dla których była prawdopodobnie jedynym, upragnionym dzieckiem, mieli wobec niej inne plany. Gdy miała 14 lat postanowili wydać ją za mąż. Wybrankiem jej rodziców (nie ma co się oszukiwać, że jej) był Paweł Ferdynand Mancini – były wojskowy, który zdecydowanie nie miał opinii oazy spokoju. Mąż Rity przy każdej możliwej okazji wpadał w kłopoty i wszczynał awantury. Rita, choć doświadczona w łagodzeniu sporów (nauczyła się tego zapewne od swojego ojca, który był lokalnym sędzią pokoju) nie potrafiła złagodzić usposobienia Pawła. Jedynym spokojniejszym momentem ich małżeństwa był okres po narodzeniu dwóch synów. Krótko potem jednak Mancini wrócił do swojego dawnego trybu życia i wpadał w konflikt za konfliktem. Mniej więcej po 18 latach od zawarcia małżeństwa trafił na rywali na tyle silnych i zdeterminowanych, że przypłacił to życiem.

Beznadziejny przypadek drugi: synowie mściciele

Gdy Paweł został zamordowany, a Rita została wdową, ich synowie byli już wedle ówczesnych norm dorośli. Wzburzeni zamordowaniem ojca przysięgli dokonać odwetu na mordercach. W średniowiecznej Italii nie była to sytuacja rzadka – wendeta, czyli rodowa zemsta za zabójstwo krewnego była plagą ówczesnego świata do tego stopnia, że doprowadzała wielopokoleniowych wojen między rodzinami, a na terenie Italii taki rodzaj załatwiania porachunków był szczególnie częsty. Rita, wiedząc jak niszcząca jest zemsta i jak jej konsekwencje ciągną się przez lata, błagała synów, by porzucili zamiar odwetu. Jej prośby nie doczekały się jednak pozytywnej odpowiedzi. Równocześnie zaczęła więc usilnie się modlić o to, by Bóg nie dopuścił dalszego rozlewu krwi. Bóg modlitwy wysłuchał, ale nie było to rozwiązanie łatwe: obaj synowie zmarli na dżumę.

Beznadziejny przypadek trzeci: zamknięta furta klasztoru

Śmierć męża i synów Rity oznaczała przerwanie spirali zemsty w wojnie dwóch rodów, nie był to jednak koniec sporu. Wzajemne uprzedzenia były głęboko zakorzenione w wielu sercach, czego Rita doświadczyła, gdy w końcu poprosiła o przyjęcie do zakonu augustianek w Cascii. Jej prośba została odrzucona, bo wśród zakonnic były krewne zabójców Pawła, męża Rity. Ta jednak łatwo się nie poddała. Po jakimś czasie ponowiła prośbę. Widząc jej determinację matka przełożona wyraziła zgodę, ale tylko pod jednym, trudnym do spełnienia warunkiem. Rita miała odszukać morderców swojego męża, wybaczyć im ten czyn, ale równocześnie od nich uzyskać przebaczenie krzywd doznanych ze strony Pawła. Innymi słowy miała doprowadzić do pojednania skłóconych od dawna rodów. Wykonanie takiego zadania graniczyło z cudem, dlatego augustianki raczej nie spodziewały się, że już wkrótce Rita zostanie ich współsiostrą. Ta jednak nie tylko warunek spełniła, ale stała się w całej okolicy symbolem pojednania.

Ekspertka od tego, co niemożliwe

Również jej życie zakonne, choć niezwykle bogate duchowo, nie było sielanką. Jednak jej determinacja i głębokie życie duchowe (była mistyczką i stygmatyczką) doprowadziły do tego, że od razu po jej śmierci rozwinął się kult przyszłej świętej, a ludzie prosili za jej wstawiennictwem o rozwiązanie nawet najbardziej skomplikowanych problemów. Dodajmy, że bardzo często prosili skutecznie. Własnie dlatego św. Rita jest znana jako ekspertka od spraw beznadziejnych. A św. Rita pomogła tez tobie? Jeśli tak, podziel się tym w komentarzu!

Modlitwa do św. Rity

Święta Rito, Patronko spraw trudnych, Orędowniczko w sytuacjach beznadziejnych, cudna gwiazdo świętego Kościoła naszego, zwierciadło cierpliwości, pogromicielko szatanów, lekarko chorych, pociecho strapionych, wzorze prawdziwej świętości, ukochana Oblubienico Chrystusa Pana, naznaczona cierniem z korony Ukrzyżowanego.

Z głębi serca czczę Ciebie i zarazem błagam, módl się za mną, o uległość woli Bożej we wszystkich przeciwnościach mojego życia. Przybądź mi z pomocą, o święta Rito i spraw, abym doznał/a skutków Twej opieki, by modlitwy moje u tronu Bożego stały się skuteczne.

Wyproś mi wzmocnienie wiary, nadziei i miłości, szczerego dziecięcego nabożeństwa do Matki Bożej oraz łaskę (proszę wymienić prośbę)

I spraw, abym zwyciężywszy wszelkie przeszkody i pokusy, mógł/mogła dojść kiedyś do nieba i tam Ci dziękować i wiecznie cieszyć się towarzystwem Ojca, Syna i Ducha świętego.

Amen.

Artykuł pochodzi z portalu gosc.pl ( info admin)

Droga na plac św. Piotra

Zamach 13 maja 1981 r. był wynikiem operacji przygotowywanej od dawna, realizowanej przez różne grupy spiskowców pomagające Alemu Agcy, który przez cały ten czas nigdy nie był sam.

Prześledzenie kolejnych etapów drogi, jaką przebył zamachowiec, zanim 13 maja 1981 r. pojawił się podczas audiencji ogólnej na placu św. Piotra i oddał strzały, które miały zabić Jana Pawła II, pozwala zrozumieć zarówno mechanizm przygotowań do zamachu, jak i krąg osób, które w nich w różny sposób uczestniczyły.

Inicjacja mordercy

1 lutego 1979 roku grupa składająca się z Mehmeta Alego Agcy, Orala Celika, Yavuza Caylana i Yalcina Ozbeya dokonała w Stambule zabójstwa Abdiego Ipekciego, wpływowego dziennikarza i redaktora naczelnego gazety „Milijet”. Zdarzenie to nie miało spontanicznego charakteru. Sprawcy wykonywali zlecenia jednego z szefów mafii tureckiej Abuzera Ugurlu, którego zaniepokoiły krytycznie publikacje ww. dziennika na temat przestępczości zorganizowanej w Turcji. Nie ulega wątpliwości, że do tego zadania nie wybrano osób przypadkowych, ale dopiero od chwili dokonania zabójstwa Ipekciego osoby, które wzięły udział w zabójstwie, przestały być postaciami anonimowymi dla organów ścigania i nieco później dla opinii publicznej. W konsekwencji tego czynu 25 czerwca 1979 roku w Cafe Marmara w Stambule aresztowany został przez władze tureckie Mehmet Ali Agca.

Czytaj i dowiedz się więcej

Osadzono go następnie w więzieniu Kartal Maltepe. Agca zbiegł z tego więzienia 25 listopada 1979 roku dzięki osobistej pomocy Orala Celika, a szerzej dzięki pomocy struktur tureckiego podziemia przestępczego. Trzeba zaznaczyć, że mafia turecka, czerpiąca ogromne korzyści z przemytu na granicy bułgarsko-tureckiej, pozostawała w poważnym zakresie pod kontrolą bułgarskich służb specjalnych. Bez tej zależności interes przemytniczy nie mógłby funkcjonować. Skoro tak, inicjatywa uwolnienia Agcy z więzienia mogła być inicjatywą mafii, ale równie dobrze pomysłem bułgarskiego wywiadu, który przewidywał, że będzie mógł w przyszłości skorzystać z usług zabójcy. Jednocześnie w przypadku niepowodzenia jakiejś akcji Agca idealnie nadawał się do roli kozła ofiarnego. Tezę tę potwierdza fakt, że dzień po swojej ucieczce z więzienia Agca postanowił jeszcze bardziej zwrócić na siebie uwagę światowej opinii publicznej przez wysłanie do mediów tureckich listu z pogróżkami wobec pielgrzymującego do Turcji papieża Jan Pawła II. Na marginesie należy zaznaczyć, że także w listopadzie 1979 r. broń, użyta przez Agcę podczas zamachu na papieża 13 maja 1981 r., (browning kal. 9 mm 76 C23953) opuściła fabrykę Herstal w Belgii, aby poprzez czterech pośredników trafić w lutym 1981 r. w Wiedniu do Orala Celika. Również w listopadzie 1979 r. swoją misję dyplomatyczną we Włoszech rozpoczął zaangażowany w zamach na papieża pracownik bułgarskiego attachatu wojskowego w Rzymie Jelio Wasiliew.

Rozmowa w Teheranie

Agca jako zbieg ukrywający się przed tureckimi organami ścigania opuścił Turcję i w pierwszych miesiącach 1980 r. trafił do Iranu, gdzie spotkał się z Władimirem Kuziczkinem – oficerem KGB pracującym pod przykryciem sowieckiego dyplomaty w ambasadzie Związku Radzieckiego w Teheranie. Sam fakt, że Agca bez przeszkód opuścił Turcję i udał się do Iranu ogarniętego wówczas rewolucją islamską, dowodzi, że przez cały ten czas korzystał z pomocy osób będących w stanie zorganizować mu nielegalne przekroczenie granicy na tak trudnym terenie. Z kolei fakt spotkania Agcy z oficerem sowieckiego wywiadu jest więcej niż wymowny, chociaż treści prowadzonych przez nich rozmów nie da się precyzyjnie odtworzyć. W Teheranie właśnie Agca otrzymał od Kuziczkina sugestię, czy raczej polecenie, by udał się do Sofii. Agca po opuszczeniu Teheranu wrócił do Turcji, po czym, korzystając z pomocy swojego mentora Abuzera Ugurlu i posługując się indyjskim paszportem na nazwisko Yoginder Singh, trafił w pierwszych dniach lipca 1980 r. do Bułgarii.

W luksusowych hotelach

Tam spędził dwa miesiące w luksusowych sofijskich hotelach, takich jak Witosza, Moskwa Park i Nowy Hotel Europa. Należy przy tym podkreślić, że turecki sąd w kwietniu 1980 r. skazał Agcę zaocznie na karę śmierci za zabójstwo Ipekciego. Oznacza to, że Agca trafił do Bułgarii już nie tylko jako zbieg, ale również jako skazaniec. Można zaryzykować twierdzenie, że okres lipca i sierpnia 1980 r. był kluczowy z punktu widzenia planowania zamachu na papieża Jana Pawła II. Właśnie wtedy w miejscu ochranianym przez władze bułgarskie doszło do szeregu spotkań i rozmów osób zaangażowanych w zamach, reprezentujących różne środowiska. Spotykali się wtedy ludzie tureckiej mafii, tacy jak Agca i Celik, z Todorem Ajwazowem, będącym wówczas oficjalnie pracownikiem ambasady bułgarskiej w Rzymie. Ajwazow posługiwał się wówczas w kontaktach z Agcą nazwiskiem Sotir Kolew. W rozmowach brały udział także osoby mające związki zarówno z mafią turecką, jak i bułgarskimi służbami specjalnymi. Do osób tych należeli Bekir Celenk i Omer Mersan, którzy na co dzień trudnili się działalnością handlową. Wtedy właśnie uzgodniono sam fakt przeprowadzenia przez Agcę i Celika zamachu na papieża w Rzymie na wiosnę 1981 r., jak i wszelkie węzłowe zagadnienia związane z jego finansowaniem i organizowaniem w przeznaczonym do tego celu okresie. Agca opuścił Bułgarię 30 sierpnia 1980 r. wyposażony w nowy, lepiej niż poprzednio przygotowany, paszport turecki na nazwisko Faruk Ozgun i rozpoczął szereg podróży, które miały zarówno służyć organizowaniu zamachu, jak i utrudnić jego ewentualne schwytanie przez organy ścigania.

Kluczenie po Europie

Jego droga na plac św. Piotra w Rzymie prowadziła wówczas przez Jugosławię i Francję do Szwajcarii, gdzie w Zurychu skorzystał z pomocy osób wywodzących się ze szwajcarskiego środowiska organizacji Szare Wilki, takich jak Mahmut Inan i Erdem Eyup. Stamtąd w październiku 1980 r. trafił w okolice Como we Włoszech, po czym udał się do Rzymu, gdzie spotkał się po raz pierwszy z Jelio Wasiliewem i Sergiejem Antonowem – pracownikiem bułgarskich linii lotniczych Balcan. Jelio Wasiliew posługiwał się w kontaktach z Agcą nazwiskiem Sotir Petrow, natomiast Antonow nazwiskiem Bayramic. Z archiwalnych dokumentów cywilnego wywiadu bułgarskiego wynika, że Sergiej Antonow był tajnym współpracownikiem tegoż wywiadu o pseudonimie „Krum”. To spotkanie z Bułgarami w Rzymie było kolejnym ważnym krokiem w drodze do wykonania zamachu, ponieważ Agca odtąd będzie z nimi ściśle współpracował przy planowaniu bezpośrednich szczegółów przedsięwzięcia. Pod koniec 1980 r. Agca udał się do Tunisu, skąd w połowie grudnia 1980 roku przez Palermo trafił do Mediolanu, gdzie spotkał się z Musą Serdarem Celebim – szefem Federacji Tureckiej we Frankfurcie nad Menem. Celebi był postacią niezwykle istotną dla spisku na życie papieża z uwagi na to, że w jego ręku skupiała się problematyka finansowego rozliczenia zamachu. To tureccy bojówkarze zbliżeni do Federacji Tureckiej mieli otrzymać część pieniędzy za wykonanie zadania przez Agcę i Celika. Celebi gwarantował w zamian wsparcie dla nich ze strony tureckiej diaspory w Europie Zachodniej. Dalej droga Agcy wiodła w styczniu 1981 r. ponownie przez Rzym do Wiednia, gdzie w lutym 1981 r. Oral Celik sfinalizował zakup partii pistoletów, które nabył od Otto Tintnera, a wśród których znalazł się pistolet zabezpieczony u Agcy po zamachu.

Przypominamy dodatek specjalny GN i IPN: Zamach na JP2

Zapadają decyzje

W marcu 1981 r. Agca przewiózł użytą przez niego później broń do miejscowości Olten w Szwajcarii i zdeponował ją u osoby znanej mu jako Omer Guler. Omer Bagci alias Omer Guler został zobowiązany przez Agcę do dostarczenia mu na żądanie pakunku z pistoletem w wyznaczone miejsce. Faktycznie nastąpiło to 9 maja 1981 r., kiedy Bagci przewiózł pakunek z pistoletem na dworzec kolejowy w Mediolanie i oddał go z powrotem Agcy. Zanim do tego doszło, w kwietniu 1981 roku wieczorem w hotelu Sheraton w Zurychu spotkali się Agca, Celik, Celenk i Celebi. Wtedy zapadły ostateczne decyzje w sprawie zamachu, włączając w to kwestię przelania należności. Było to spotkanie wykonawców zbrodni, to jest Agcy i Celika, z przedstawicielem w jednej osobie mafii tureckiej i bułgarskich służb specjalnych, którym był Celenk, i przedstawicielem tureckich organizacji ekstremistycznych i szerzej diaspory tureckiej w Europie, którym był Celebi. Niezależnie od tego również w kwietniu 1981 r. do siedziby KGB w Moskwie udała się z wizytą delegacja wywiadu bułgarskiego z jego szefem gen. Wlado Todorowem na czele w celu omówienia między innymi „kryzysu”, jaki od sierpnia 1980 r. miał miejsce w PRL. W kwietniu 1981 r. Agca wrócił ponownie do Rzymu, gdzie skontaktował się ze znanymi mu już Bułgarami, po czym udał się do Perugii, gdzie zapisał się na Uniwersytet dla Obcokrajowców. Ten prosty zabieg miał ułatwić mu dalsze poruszanie się we Włoszech, albowiem od tamtej pory jako student miał być mniej drobiazgowo kontrolowany przez władze włoskie. Bezpośrednio przed zamachem, 25 kwietnia 1981 r. Agca udał się na „wakacje” na Majorkę, skąd kontaktował się telefonicznie z Celebim i Bagcim, po czym 9 maja 1981 r. zjawił się w Mediolanie. 10 maja 1981 r. Agca, uzbrojony już w pistolet wcześniej zdeponowany u Bagciego, wraz Celikiem wyjechał do Rzymu.

Cel już blisko

Od tamtej pory do 12 maja 1981 r. w Rzymie Agca spotykał się z Ajwazowem, Antonowem, Wasiliewem i Celikiem w celu uzgodnienia technicznych szczegółów zamachu, prowadził wraz z nimi także wizje lokalne na placu św. Piotra. Podczas spotkań w gronie tych osób w okresie od 10 do 12 maja 1981 r. uzgadniane były wszystkie elementy wykonawcze zamachu, jak i kwestie związane z ewakuacją Agcy i Celika z placu św. Piotra i Włoch po wykonaniu powierzonego im zadania. Agca był wówczas informowany, że po zamachu zostanie wywieziony z Włoch bułgarską ciężarówką o statusie dyplomatycznym. Według ustaleń Agca i Celik mieli strzelać do papieża, natomiast Celik miał jeszcze wówczas zdetonować ładunek hukowy. Rolą Antonowa było oczekiwanie na zamachowców w samochodzie osobowym pod budynkiem ambasady kanadyjskiej przy ul. Conziliazione w Rzymie. Ajwazow i Wasiliew brali udział we wszystkich istotnych konsultacjach poprzedzających zamach. Droga na plac Agcy zaczęła się w Stambule i miała swoje kolejne ważne etapy w Teheranie, Sofii, Wiedniu, Zurychu i Rzymie. W tych miastach doszło do wszystkich istotnych spotkań i konsultacji, tam zbiegały się powiązanie środowisk przestępczych i ekstremistycznych z komunistycznymi służbami specjalnymi.

ARTYKUŁ POCHODZI Z PORTALU GOSC.PL ( info admin )

Wybrakowana tęcza…

Tęcza składa się z siedmiu kolorów. Gejowska z sześciu. Szczegół?

Symbol tęczy od czasu do czasu rzucał mi się w oczy. Jeździłem ostatnio troszkę po Europie. Od czasów imprezy gay pride w San Francisco w 1978 roku symbol zyskał nowe znaczenie. Utożsamia się z nim przede wszystkim ruch społeczny lesbijek, gejów, osób biseksualnych i transpłciowych. Tęczowymi flagami wymachują uczestnicy Parad Równości, znajdziemy ją przy wejściach do lokali gay-friendly.

Zacząłem liczyć kolory. Naturalna tęcza składa się z siedmiu kolorów. Gejowska… z sześciu. Dla większości jest to nieistotny szczegół, dla mnie ważny symbol.

Ważna jest nie tylko sama „szóstka” – dla biblijnego Izraela liczba niedoskonałości, braku pełni – ale i to, że z symbolu LGTB wykasowano kolor indygo, uznawany za symbol… Jezusa Chrystusa. Ot, ciekawostka.

W Biblii tęcza jest symbolem przymierza pomiędzy Bogiem i człowiekiem, obietnicą, którą usłyszał Noe. „Łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną a ziemią – czytamy w Księdze Rodzaju”.

W Apokalipsie czytamy: „A Zasiadający był podobny z wyglądu do jaspisu i do krwawnika, a tęcza dokoła tronu, podobna z wyglądu do szmaragdu”. Jaspis jest koloru zakrzepłej krwi, ale ma zielone inkluzje, żyłki. Są z tej samej substancji, ale innego koloru. A krwawnik jest zielonym kamieniem, który ma czerwone inkluzje. Jedna rzeczywistość, która ma dwie natury. Jak Jezus: jedna osoba, ale dwie natury – opowiada o. Augustyn Pelanowski. – Kościół widział w symbolu tęczy samą Maryję. Ta tęcza w oryginale to berakot (od słowa hebrajskiego „piorun” – barak). To skręcone pioruny, które już nie rażą, nie są już karą.

– Miriam jest tęczą? – przerywam paulinowi. – Czy nie jest kpiną Złego, który nie mając mocy stwórczej, małpuje, kradnie, odwraca znaczenie symboli, że tęczę widzimy na zadymach, w czasie których manifestuje się grzech?

– Zły ma potrzebę ironizowania, wyszydzenia świętej rzeczywistości, ośmieszenia jej, bluźnienia – odpowiada Pelanowski. – Czy to przypadek, że niektórzy transwestyci przybierają sobie imię Miriam?

Gejowskiej tęczy brakuje siódmego koloru. Siódemka staje się szóstką. Pełnia – brakiem. Tak dzieje się zawsze, gdy człowiek chce udowodnić Bogu, kto tu rozdaje karty.

Autorem artykułu jest p. Marcin Jakimowicz.

Artykuł pochodzi z portalu gosc.p,l (info admin)