Archiwa autora: admin

Kim są świeccy konsekrowani?

Konsekracja dziewicy w Kietrzu

Co odróżnia świeckich konsekrowanych od zakonnic i zakonników?

2 lutego to Dzień Życia Konsekrowanego. U wielu z nas na dźwięk tej nazwy pojawia się przed oczami obraz zakonnic lub zakonników. Ale osoby konsekrowane to nie tylko członkowie wspólnot zakonnych. To również konsekrowani świeccy. Kim są?

Świecka osoba konsekrowana na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się sposób tłumu innych świeckich. Nie nosi habitu, mieszka wśród świeckich, pracuje czy kształci się jak każdy inny, przeciętny człowiek. Nie prowadzi życia wspólnotowego w takim sensie, w jakim jest ono praktykowane w klasztorach. Świecy konsekrowani łączą w swoim życiu trzy ważne elementy: konsekrację, świeckość i apostolstwo. W przypadku osoby świeckiej i zakonnej cel konsekracji jest dokładnie taki sam: bezwarunkowe pójście za Chrystusem wyrażające się życiem według rad ewangelicznych. Złożone śluby są potwierdzeniem woli takiego stylu życia.

Jaka jest więc różnica między konsekrowanymi świeckimi a zakonnymi? Najprościej rzecz ujmując to środowisko czy bardziej warunki, w jakich realizuje się rady ewangeliczne. Świecki konsekrowany cały czas pozostaje obecny w świecie, żyje w takiej samej rzeczywistości jak świeccy, którzy ślubów nie składali. Takim samym rytmem codzienności jak inni i w przeciwieństwie do zakonnic i zakonników nie żyje we ścisłej wspólnocie życia zakonnego. Przez taki styl życia świeccy konsekrowani mają być wyraźnym znakiem tego, że nasza codzienność może (a nawet powinna) być uświęcona, czyli przeniknięta i zanurzona w relacji z Bogiem. Sacrum przenika się z profanum, świętość z codziennością. Bo przecież odkąd Syn Boży stał się człowiekiem, całe ludzkie życie zostało uświęcone. O ile wspólnoty zakonne w pewien sposób wyłączają się ze świata, o tyle świeccy konsekrowani mają realizować swoje śluby w rzeczywistości takiej, w jakiej żyje większość ludzi.

Jaka jest wobec tego rola Świeckich Instytutów Życia Konsekrowanego? Nie zastępują wspólnoty zakonnej, ale pełnią raczej role swego rodzaju zwornika. Jak pisze w jednym ze swoich tekstów Janina Słomińska:

Instytut stwarza szanse wielostronnego i ciągłego rozwoju. Formacja w instytucie, zarówno początkowa, na pierwszych etapach, jak i później – po profesji wieczystej – formacja permanentna, pomaga do osobistej refleksji, ożywia, zapobiega „sklerozie” duchowej, intelektualnej, społecznej.
Instytut mobilizuje też do rozwoju zawodowego, do stałego powiększania swojej wiedzy i umiejętności zawodowych.

Warto w Dniu Życia Konsekrowanego pamiętać, że konsekrowani to nie tylko zakonnicy i siostry zakonne, ale również wielu świeckich, którzy żyją pośród nas. To również ich święto.

Artykuł pochodzi z portalu gosc.pl (info admin)

Wilki zmieniał w owce, miał dar bilokacji i prorocze sny, a pies znikąd ratował mu życie

Po Bogu najbardziej kochał młodzież. Dziś wspomnienie jednego z najciekawszych świętych.

Jan Bosko to jeden z najbardziej barwnych świętych, jakich znam. W dniu jego kanonizacji w Wielkanoc 1934 r., „papież Pius XI był wyraźnie rozbawiony tym, że poirytowany kapelmistrz orkiestry watykańskiej na Dziedzińcu św. Damazego nie mógł dać znaku do rozpoczęcia gry, ponieważ rozentuzjazmowana młodzież salezjańska nie ustawała w śpiewach i wznoszeniu okrzyków. <<Cierpliwości, maestro – uspokajał go papież – przecież jesteśmy w oratorium niedzielnym!>>” (Spotkać księdza Bosko, Giuseppe Ghiberti). Już samo to mówi wiele o tym świętym wychowawcy młodzieży.

Jan Bosko urodził się 16 sierpnia 1815 roku w Becchi, zmarł 31 stycznia 1888 roku. Jego rodzice byli wieśniakami. Jego tata Franciszek zmarł, gdy chłopiec miał dwa lata. Janek bardzo to przeżył, we Wspomnieniach pisze, że nie chciał opuścić pokoju. Jego mama Małgorzata musiała w tym momencie zająć się nie tylko Jankiem, ale jeszcze dwójką pozostałych synów i chorą teściową. Jednak nigdy nie traciła wiary w Opatrzność Bożą. To od niej przyszły święty uczył się zaufania do Boga. Małgorzata często powtarzała chłopcom, że „Bóg ich widzi, ale także widzi ich czyny”. Zwracała też uwagę na dzieło Stwórcy. „Kiedy podczas pięknych nocy wszyscy wychodzili na dwór, aby zaczerpnąć trochę świeżego powietrza pod pokrytym gwiazdami, otwartym niebem, mówiła do nich:<<To Bóg stworzył świat i umieścił wszystkie te gwiazdy tam, na niebie>>” (Rozmowy o księdzu Bosko, Teresio Bosco).

Bosko przesiąknięty był też kultem maryjnym. Trzy razy w ciągu dnia odmawiał Anioł Pański. W wieku 9 lat miał sen, który zdecydował o jego przyszłości. Opisuje go szczegółowo w swoich Wspomnieniach oratorium. Śniło mu się, że był na łące koło domu. Widział bawiących się chłopców, ale część z nich przeklinała. Chciał ich uciszyć. Wtedy zjawił się przed nim mężczyzna w białym płaszczu. „Będziesz musiał pozyskać ich przyjaźń dobrocią i miłością, a nie pięściami. No, porozmawiaj z nimi, że grzech to brzydka rzecz, i że przyjaźń z Panem jest cennym dobrem”. Janek stwierdził, że jest niewykształcony. Mężczyzna powiedział, że da mu Mistrzynię za przewodniczkę. Po chwili chłopiec ujrzał piękną Panią. Gdy ponownie spojrzał na chłopców zobaczył tam dzikie zwierzęta. Wtedy Maryja zwróciła mu uwagę, że to będzie jego pole, na którym będzie pracować. Spojrzał jeszcze raz i zamiast dzikich zwierząt ujrzał łagodne jagniątka. Po latach zrozumiał znaczenie tego snu. Od tej pory Maryja wkroczyła w jego życie jeszcze bardziej i już w nim pozostała. Wszystkie swoje późniejsze decyzje zaczynał od modlitwy „Zdrowaś Mario”.

Pragnienie zostania księdzem zaczęło kiełkować w Janku wcześnie. Chciał być księdzem, który będzie dla dzieci, młodzieży. Zastanawiał się przez chwilę czy nie iść do zakonu, ale sen, w którym usłyszał „- Szukasz pokoju, ale tu go nie znajdziesz. Nie widzisz, jak postępują twoi bracia? Bóg przygotowuje dla ciebie inne miejsce, inne pole do pracy” i list znajomego księdza przekonały go, by iść do seminarium. Przed odjazdem mama Małgorzata przypomniała mu, że od początku poświęciła go Matce Bożej, zaleciła mu, by teraz oddał się jej całkowicie.

W seminarium Janek zaprzyjaźnił się z Alojzym Comollo. Chłopcy obiecali sobie, że kto pierwszy umrze poinformuje drugiego, czy został zbawiony. Comollo zmarł pierwszy. I trzeba przyznać, że wystraszył swoich seminaryjnych kolegów, gdy nagle w nocy rozległy się hałasy i dał się słyszeć głos „Bosko, jestem zbawiony”. Przyszły święty już więcej z nikim innym nie zawierał takich umów.

5 czerwca 1841 został wyświęcony na księdza przez arcybiskupa Turynu. Kontynuował studia teologiczne, a także zapoznawał się z sytuacją Turynu. Odkrył problem opuszczonych, biednych chłopców. W grudniu 1841 roku spotkał w zakrystii młodego Bartłomieja Garelli. Zaprosił także jego kolegów na spotkania. Tak narodziło się oratorium. I choć ostatecznego miejsca musiał trochę szukać, to udało się. Z szopy Franciszka Pinardiego powstało nie tylko oratorium, ale i kościół i olbrzymi ośrodek.

Z ciekawostek warto wspomnieć, że święty miał dar bilokacji, o którym nie wszyscy wiedzą. 14 października 1878 roku ksiądz Bosko był w Turynie. Za to we Francji Adele Clement była zrozpaczona, bo jej dziecko zachorowało. Jej mąż wracając do domu zaprosił na wóz napotkanego i zmęczonego księdza. Zabrał go ze sobą. Adele opowiedziała mu o swoim synku, który był głuchy, niewidomy i niemy. Ksiądz poradził, by się modlić. Nie zdradził im jednak swojego nazwiska. Powiedział tylko, że za kilka lat jego nazwisko będzie w książkach. Następnie stwierdził, że czas na niego. Rodzice chcieli pójść za nim, ale znikł. Pielęgniarka z pokoju obok natomiast poinformowała ich, że jakiś kapłan podszedł do dziecka, dotknął go i chłopczyk wyzdrowiał. Po siedmiu latach w ręce kupca i jego żona wpadła książka z portretem ks. Bosko. – To kapłan, który uzdrowił naszego syna! – zawołali.( Un prete straordinario, Don Giuseppe Tomaselli)

Warto też sobie uświadomić dorobek pisarski tego świętego. Dokonany przedruk wydań oryginalnych, liczący już 37 tomów, pod tytułem Opere edite (Dzieła zebrane) nie jest jeszcze kompletny! W czterech tomach wydano listy, ale objęły one tylko lata 1835-1875. Pietro Stella przygotował katalog pism wydanych drukiem, wykazał (uwaga!)  1774 tytuły. Bosko jest autorem nie tylko biografii (w tym także przyszłych świętych), ale też podręczników np. dotyczących historii Włoch. Z niektórych korzystano w szkołach przez długie lata. Wśród pism znajdziemy również o charakterze apologetycznym. Ważne są także pisma autobiograficzne jakWspomnienia oratorium. Patrząc na ilość publikowanych dzieł, nie dziwi fakt, że jest on patronem także redaktorów.

Księdzu Bosko nieraz zdarzały się niebezpieczne sytuacje, kilkakrotnie próbowano go zabić, a nawet zamknąć w zakładzie dla obłąkanych. Gdy groziło mu niebezpieczeństwo zawsze pojawiał się pies, którego nazwał Grigio (Szarik – ze względu na kolor sierści). Chłopcy z oratorium również go widzieli, a nawet mieli możliwość pogłaskania go. Nikt jednak nie wiedział skąd pies przybywa ani dokąd się udaje. Janka traktował jak swojego pana. Choć ks. Bosko próbował się o nim czegoś dowiedzieć, nigdy mu się to nie udało. Ostatni raz widział go w 1866 roku, kiedy szedł odwiedzić przyjaciela. Niestety noc zastała go dość szybko. Pomyślał wtedy, że raźniej by mu było z Szarikiem. Pies zjawił się prawie natychmiast i odprowadził go do domu przyjaciela, a potem zniknął. „Wiem tylko, że to zwierzę było dla mnie w najwyższym stopniu opatrznościowe w wielu niebezpieczeństwach, jakie mi groziły” – pisał. W 1872 roku baronowa Azelia Fassati zapytała ks. Bosko, co myśli o tym psie. Święty odpowiedział z uśmiechem: „Gdybym powiedział, że to anioł, wzbudziłoby to śmiech. Ale nie mogę też powiedzieć, by był to zwykły pies”. (Wspomnienia oratorium, Jan Bosko)

Życiorys świętego jest tak barwny, że trudno go streścić. Był człowiekiem niezwykłym. Gigant pracy i ducha. Swoimi niezliczonymi talentami dzielił się ze swoimi chłopcami. Uczył się, rozwijał, działał. Ufał Bogu i Maryi, a swoim chłopcom z oratorium wskazywał drogę do Nieba i świętości. Przypominał im „by nogami chodzili po ziemi, ale sercem mieszkali w Niebie”.

Św. Janie Bosko, módl się za nami!

artykuł z portalu gosc.pl (info admin)

Obdzielanie niczym

Podobno życie człowieka dzieli się na trzy etapy: wierzy w Mikołaja, nie wierzy w Mikołaja, sam jest Mikołajem. Ten trzeci etap przyszedł na mnie już wiele lat temu. Pod wpływem „katolicyzmu otwartego” uznawałem wtedy, że chrześcijanin powinien „nie narzucać się” ze swymi przekonaniami tam, gdzie ktoś mógłby się poczuć tym „urażony”. A ponieważ miałem być Mikołajem w przedszkolu, to choć ubrano mnie w strój biskupi, ględziłem dzieciom o wszystkim, tylko nie o sprawach wiary. Gdy wychodziłem, usłyszałem, jak jedna z matek mówi do drugiej z irytacją w głosie: „Zauważyłaś? Ani słowa nie powiedział o Bogu”.

Otrzeźwiło mnie to. Uświadomiłem sobie, że zmarnowałem szansę, zakopałem talent dany mi na tę chwilę. Ewangelię, którą głosi się w porę i nie w porę, zamieniłem na bełkot, z którego nic nie wynikało. Pozbawiłem konkretnych ludzi słów, które mieli usłyszeć, bo szanowałem ludzi hipotetycznych. To tak, jakbym znał lekarstwo na wszystkie choroby, ale z szacunku dla tych, którzy mogliby w to nie wierzyć, nikomu bym o tym nie powiedział.

Niestety, takie myślenie dziś staje się na świecie coraz popularniejsze. Szczególnie wyraźnie objawia się to przed Bożym Narodzeniem, gdy w różnych miejscach świata władze w imię tolerancji zakazują a to publicznego wystawiania jasełek, a to robienia stajenek, a to śpiewania kolęd.

U nas jeszcze nie zakazują, ale zaczynają „doradzać”. Oto w „Głosie Nauczycielskim”, wydawanym przez Związek Nauczycielstwa Polskiego, pojawił się tekst Magdaleny Goetz, która wskazuje „jak zorganizować święta, szanując wszystkie dzieci i ich rodziców”. Bo trzeba pamiętać o mniejszościach, które nie świętują albo robią to inaczej. „Zamiast obchodzenia w klasie świąt religijnych – zajęcia integracyjne lub twórcze zorganizowane wokół tematyki zimy i Nowego Roku” – radzi autorka. Bo dzieciom trzeba przybliżyć „różne wyznania i światopoglądy”, podpowiada więc, że „można tu włączyć informacje związane z wierzeniami starosłowiańskimi (22 grudnia przypada przesilenie zimowe związane ze Świętem Godowym)”.

Aha, i takie rzeczy jak zestawianie chrześcijaństwa z odgrzanym pogaństwem miałyby nikogo nie urazić? Likwidacja zwyczajów bliskich stu uczniom ze względu na jednego, który ich nie kultywuje, miałaby być równym traktowaniem wszystkich?

To żaden szacunek – to narzucanie innym religii wymieszania wszystkiego ze wszystkim w imię nadrzędnej roli światopoglądowej neutralności. To sztuczny twór, sprzeczny z powszechnym instynktem Boga. Tam się czci jakieś wartości, ale nie wiadomo po co i w imię czego. Obecnie kult ten nosi maskę rzekomej tolerancji, zakrywającej łamanie podstawowych zasad, które trzymają ludzkość w pionie. Coś takiego nie może trwać długo. Ale to sprzątanie…

Franciszek Kucharczak

Artykuł pochodzi z portalu gosc.pl (informacja od administratora)